Portal Turystyczno-Motoryzacyjny. Opisujemy i fajne i ciekawe miejsca, w które jeździmy samochodami i motorami.  

Jesteś tutaj:Home:»Jednoślady i quady»Czy mała Tenere jest super? -Yamaha XT660Z Tenere

Czy mała Tenere jest super? -Yamaha XT660Z Tenere

Trafiła się mam nie lada gratka, wkrótce po teście większej z podróżnych terenówek Yamahy mieliśmy okazję objeździć jej mniejszą siostrę XT660Z Tenere. To dwa zupełnie różne motocykle, choć łączy je wspólny design, technologia i przeznaczenie. Przez cały czas trwania testu zastanawiałem się, czy - choć nie z nazwy - mała Tenere też jest super? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Stylistyka jest identyczna jak jej większej siostry, Super Tenere. Z przodu wysoko osadzona na długich lagach upside-down pionowa lampa z dużym, pojedynczym kloszem i pionowa, niewielka szyba nieodparcie przypominają cylońskiego Centuriona z drugie edycji Battle Star Galactica, tej „na poważnie”. Za szybą schowano analogowy obrotomierz z przyklejonym po lewej stronie cyfrowym wyświetlaczem. Dużo mniej tu informacji niż można by się było spodziewać. Od lewej duże pole prędkościomierza, nad nim przebieg całkowity, poniżej, na środku przełączane przebiegi dzienne, a na samym dole zegarek. Wąski pasek po lewej stronie zajmuje wskaźnik poziomu paliwa, niestety bardzo nieprecyzyjny, w zależności od pochylenia motocykla potrafi w krótkim czasie przeskoczyć o dwa poziomy w dół, czyniąc jakiekolwiek przewidywania co do dalszej podróży, zupełnie... nieprzewidywalnymi. Bardzo brakuje na wyświetlaczu numeru wrzuconego biegu, choć taki czujnik, pewnie niewiele zwiększył by ogólny koszt pojazdu. Pod wyświetlaczem umieszczono dwa przyciski sterowania, nad nim zestaw kontrolek luzu, kierunkowskazów, oleju i ABS`u. Nad całością zamontowano trapezowy uchwyt z aluminiowej, na czarno lakierowanej rurki. Bardzo wygodny do zamontowania GPS`u albo podkładki z planem trasy.

Rurowa, szeroka kierownica wzmocniona jest przykręconą w środku poprzeczką. Przy rączkach klasyczny, niczym nie udziwniony zestaw przełączników, a jedynie nietypowo zamocowany włącznik świateł awaryjnych koło przełącznika kierunkowskazów może tylko cieszyć. Lusterka na krótkich wysięgnikach nie wystają poza obrys kierownicy i jak to u Yamahy dają duże pole widzenia po bokach i z tyłu pojazdu. Wysokość kierownicy i lusterek tak się układa, że rączki przechodzą nad lusterkami osobówek, SUV`y mijamy między rączką a lusterkiem, problem jest tyko z dostawczakami, ale krótki ruch kierownicą prawo, lewo (albo odwrotnie) załatwia sprawę.

Za kierownicą wznosi się wysoko wlew paliwa. Przed nim półokrągłe, trochę przyciasne gniazdo stacyjki, trudno w nim operować kluczykiem w grubej rękawicy motocyklowej. Po bokach 23-litrowego baku zamontowano szare, plastikowe ochraniacze, znakomicie chroniące lakier przed skutkami szlifów i innych endurowych obcierek. Linia zbiornika paliwa prawie pionowo schodzi do jednoczęściowej kanapy z siodłowym siedziskiem kierowcy i niezbyt szerokim, ale wygodnym miejscem dla Plecaczka. Dodatkową atrakcją jest lekkie jego pochylenie ku przodowi, powodujące, że najwygodniejszą pozycją jest… przytulenie się do prowadzącego. Jeśli by jednak, z jakichś powodów, nie chciał tego uczynić, po bokach kanapy umieszczone są duże szerokie rączki, bardzo wygodne, także do przypinania nadmiarowego bagażu. Pod kanapą dwie rury wydechowe, lekko wystające po bokach w osłonach termicznych, tak, że nawet teksowe juki podróżne, mimo opierania się o osłony, nie ulegają stopieniu. Zadupek kończy mały bagażnik gotowy przyjąć akcesoryjnego topcase`a. Pod nim w dwóch pionowych rzędach ledowe tylne lampy. Całość wieńczy długie plastikowe zakończenie błotnika, z tradycyjnymi kroplowymi migaczami i tablicą rejestracyjną na końcu.

Dwuramienny wahacz z pojedynczym, regulowanym elementem resorująco tłumiącym trzyma tylne koło z dala od błotnika, duży skok zawieszenia w tej klasie to standard. Jednocylindrowy, niemal filigranowy silnik osłonięty jest podobnymi jak bak, szarymi osłonami z boku i od spodu. Jednostka przy swoich 660 ccm, czterech zaworach i pojedynczym wałku rozwija maksymalnie 33 kW (48 KM) mocy już przy 6 000 obr/min oraz 58 Nm przy 5 500 obr/min.

Dosiadając motocykla należy wysoko przerzucić nogę ponad wystającą kanapą. Choć motocykl sprawia wrażenie bardzo wysokiego, nisko wgłębione siedzenie jeźdźca daje szansę komfortowego prowadzenia także niewysokim kierowcom. Przekręcamy kluczyk i od razu możemy uruchamiać silnik, zanim jeszcze odliczy się cała elektronika (szczególnie fascynował mnie prędkościomierz, sprawdzający swój wyświetlacz od stu kilkudziesięciu do zera). Zaraz potem z podwójnego wydechu zaczyna wydobywać się radosne pyrkanie, narastające w miarę wzrostu obrotów. Z lekkim klepnięciem zapinamy jedynkę i nawet lekko dodając gazu motorek rusza z ochotą.

Tu niestety muszę trochę ponarzekać. Skrzynia biegów jest bardzo ciasno zestopniowana, próba jazdy na biegu wyższym niż wskazywała by na to aktualna prędkość kończy się gwałtownym szarpaniem i klekotaniem porównywalnym chyba tylko z tym jak Nataszę Urbańską telepał Maxim na przedpolach Radzymina. Do tego brakuje na wyświetlaczu miejsca na cyfrę włączonego przełożenia, co bardzo pomogło by we właściwym doborze biegu. Przy jeździe terenowej takie zestopniowanie sprawdza się znakomicie, ale myśląc o pierwszej części nazwy klasy, w której występuje Tenere, trzeba się długo przyzwyczajać do częstego wachlowania dźwignią zmiany przełożeń. Poza tym nie ma do czego się przyczepić, skrzynia działa precyzyjnie, nawet luz po pewnym przyzwyczajeniu wchodzi za każdym razem.

Jak każde enduro, nawet to podróżne, motorek jest dość wysoki. Przez swój wzrost i bardzo chudą sylwetkę sprawia wrażenie wiotkiego. Nie trzeba się jednak bać, solidna konstrukcja i świetne zawieszenia utrzymują wszystko w ryzach. Jakich by nie wyczyniać ewolucji, Tenere zachowuje się zawsze stabilnie, dając pewność każdego manewru. Na drodze problemem może być dość niska waga motocykla, szczególnie przy pokonywaniu głębokich kolein i bocznym wietrze. Duża powierzchnia boczna działa jak żagiel. Trzeba bardzo na to uważać, szczególnie przy wyjściu poza ekrany dźwiękochłonne, montowane na potęgę na nowobudowanych odcinkach dróg ekspresowych i autostrad. W terenie radzi sobie znakomicie. Polne drogi i niezbyt miękkie podłoże, przy uniwersalnych, szosowo terenowych oponach nie stanowią żadnej przeszkody. Czasami tylko na błotnistych odcinkach mogą zdarzyć się uślizgi. Wszystkim, który chcą pojeździć w trudniejszym terenie zalecam założyć opony kostkowe.

Yamaha przewidziała bardzo bogaty zestaw akcesoriów do małej Tenere. Ponad dwadzieścia pozycji znajduje się w katalogu, począwszy od handbarów, przez zestaw modnych ostatnimi czasy skrzynkowych kufrów (dostępne są w dwóch kolorach, srebrnym i czarnym), aluminiową, dolną osłonę silnika, ledowe migacze, na centralnej podstawce skończywszy. Motocykl znakomicie nadaje się dla nawet niezbyt wysokich jeźdźców, a i ci bardziej tyczkowaci nie wyglądają na nim jak słoń na pchle. Tym razem Yamaha nie przesadziła z ceną, nie przekracza 36 tysięcy złotych za model 2012 wyposażony w ABS. Jeśli miałbym odpowiedzieć na zadane w tytule pytanie: tak, mała Tenere jest super!

 

Galeria:

 

Tekst i zdjęcia Piotr „Pete” Antoszewski

Ostatnio zmieniany wtorek, 06 sierpień 2013 08:57

4drive - Tapicerki Skórzane

4drive - Tapicerki Skórzane

ul. Leonidasa 34a

02-239 Warszawa - Okęcie

e-mail: biuro@4drive.pl

tel: +48 532647740 

  Get Adobe Flash player

Najczęściej czytane:

Go to top