Portal Turystyczno-Motoryzacyjny. Opisujemy i fajne i ciekawe miejsca, w które jeździmy samochodami i motorami.  

Jesteś tutaj:Home:»Imprezy»Zloty»Felki po raz szesnasty

Felki po raz szesnasty

A miało już ich nie być! Miały odejść jak wiele innych imprez tego typu (nawet większym zdarzało się) w niebyt po kilku, czy kilkunastu edycjach. Ojciec Dyrektor i Założyciel w zeszłym roku, w piętnastą edycję definitywnie chciał wyrzucić Rajd Felkowski na śmietnik historii turystyki motocyklowej i motocyklizmu w ogóle. Ale osierocone towarzystwo zbiło się w małą gromadkę radząc co zrobić, by przetrwać i wymyśliło: robimy Rajd, bez Felka, ale z jego duchem przewodnim. Wkrótce zawiązała się Zastępcza Samozwańcza Rada Rajdu (ZSRR), która szczęśliwie doprowadziła do XVI edycji Rajdu Felkowskiego anno domini 2012 w Stoczku Łukowskim. 

Jak zwykle przygotowania do Rajdu zaczęły się dużo wcześniej, na szczęście kilku członków ZSRR często odwiedzało w ramach prywatnej działalności turystyczno-krajoznawczej ośrodek „Izydory” w Stoczku Łukowskim, stąd bazę mieli w sposób naturalny zapewnioną. Po krótkich negocjacjach uzgodnili, jak im się zdawało, warunki zakwaterowania i rozrywki czeredy motocyklistów, którzy z samej natury swoich pojazdów, do złych warunków pogodowych i niewygód są przyzwyczajeni. Ale że pod koniec września różnie bywa z pogodą, to po zejściu z motocykla warto by było przynajmniej wyspać się w cieple. A że domki typu Brda, własnego ogrzewania nie posiadają i w ogóle wiatrem są podszyte, nie ma się co dziwić, że farelki by się przydały.

Z trasą już takich kłopotów nie było, część członków ZSRR w poprzednich latach pomagała, lub wręcz tworzyła trasy poprzednich Rajdów, to i doświadczenie pozwoliło ustalić precyzyjnie trasę i wybrać punkty kontrolne. Stworzono precyzyjny itinerer opisujący trasę i kartę zdjęć obiektów do znalezienia, jak zwykle nie po kolei, choć tym razem bez „ślepaka” - zdjęcia obiektu, którego nie na na trasie przejazdu. Dodatkową atrakcją miał być punkt kontrolny, na którym można było zdobyć dodatkowy punkt za wykonanie zadania, odpowiedź na tendencyjne pytanie z dowolnej dziedziny lub choćby zapisanie nazwy miejscowości, w której ów punkt się znajdował. Na koniec na felkowisko.riders.pl powstała kolejna strona główna Rajdu z opisem gdzie, kiedy i za ile można w Felkach uczestniczyć. Nie było tylko „po co?”, ale to akurat wszyscy wiedzieli: dla dobrej zabawy, z mądrym wykorzystaniem motocykli w tle.

Od końca sierpnia ruch na stronie się zaczął, zapisywali się zarówno stali bywalcy, jak i absolutni nowicjusze, którzy gdzieś, od kogoś, na jakiejś motocyklowej imprezie, lub przy butelce „mineralnej” o Rajdzie usłyszeli. Na tydzień przed imprezą zgłoszeń było tyle, że już było wiadomo, że kolejna edycja się odbędzie i ZSRR nie podzieli losu swojego większego imiennika, ponosząc klęskę i ulegając kompletnemu rozpadowi. Teraz, gdy wszystkie przygotowania zapięto na ostatni guzik, pozostało czekać na piątek, wyjazd do Stoczka i pierwszych rajdowiczów.

Większość uczestników przybyła na dzień przed samym Rajdem. Kto mógł, nie chciał stracić pierwszego wieczoru rajdowego i hucznej zabawy, na której jeszcze wszyscy mieli nadzieję na zwycięstwo, nie było wygranych i przegranych, a zawsze jest szansa, że któryś z organizatorów puści parę z gęby o trasie, punktach, pytaniach i zadaniach. Jak zwykle bawiono się prawie do samego rana, co zaowocowało wzrostem obsady punktów i zmniejszeniem się załóg startujących, w końcu kiedyś spać trzeba.

W sobotnie rano na terenie ośrodka cisza zalegała niemal absolutna, z lekka przerywana dobiegającym z domków pochrapywaniem strudzonych imprezowiczów. Powoli zaczęli zjeżdżać spóźnieni, ci co przyjechali tylko na sam Rajd, i ci, co chcieli jeszcze zaliczyć wieczór wyników, świętowanie zwycięstw i ocieranie łez po porażkach. Z wolna też budzili się przybyli poprzedniego dnia, w grupkach udając się na zasłużone śniadanie. Zaraz po nim, w domku nr 1, stanowiącym polową kwaterę ZSRR odbyła się odprawa organizatorów, przydzielenie punktowym ich stanowisk oraz ostateczne ustalenie pytań i zadań do wykonania na punktach. Po wyruszeniu obsad punktów na swoje stanowiska, pozostali na miejscu szybko zorganizowali stanowisko startowe, bo już pierwsze ekipy były gotowe wyruszyć na trasę. Przydział numeru startowego, wydanie karty kontrolnej zespołu (zawsze są to dwa motocykle wraz z załogami), itinerera oraz planszy ze zdjęciami obiektów do odszukania. Spisanie czasu i stanu licznika prowadzącego pojazdu, krótkie przypomnienie zasad Rajdu i… w drogę. Po kolejnych pięciu minutach startuje następny zespół. Pierwsze startowały co siedem minut, ale straszące deszczem chmury nieco przyspieszyły Rajd. W sumie wyruszyło siedemnaście zespołów, z przyczyn historycznych od lat nie ma zespołu nr 13, za to Gawron z Sebem wybrali dla niepoznaki numer startowy 44, czyżby któryś obchodził mickiewiczowskie urodziny w tym roku…?

Jak zwykle byli tacy, co pomylili trasę, przejechali punkt, nie zauważywszy obiektu ze zdjęcia, a jak obiekt znaleźli, to nie odszukali obsady punktu. Za znalezienie obiektu i punktowych można było otrzymać jeden kolorowy stempelek, drugi za prawidłową odpowiedź lub rozwiązanie zadania. Były też punkty z dodatkowymi atrakcjami, jabłoń rosnąca opodal, którą rajdowicze systematycznie obskubywali. Każdy zespół, który znalazł mój punkt, został uwieczniony na fotce (do pobrania na stronie Rajdu). Prawie każdy… Sylwia, Kaja, strasznie Was przepraszam, tak szybko odpowiedziałyście na pytanie, że nie zdążyłem sięgnąć po aparat.

Trasa zależnie od nastawienia zespołów i trudności nawigacyjnych zajmowała od dwóch i pół, do grubo ponad trzech godzin, w sumie niecałe 120 km (jak dobrze poszło) samej jazdy, plus punkty, plus jakie kto tam miał potrzeby na przerwy i postoje. Na koniec załogi zjeżdżały na start Rajdu, który w tym czasie przeistoczył się w metę Rajdu. I tu czekało ostatnie zadanie: z zabawkowego łuku na strzały z przyssawkami należało w dwóch przejazdach (raz z lewej, raz z prawej) trafić w logo tegorocznego Felkowiska. Za każde trafienie jeden punkt. I już można było tylko z niecierpliwością czekać na ogłoszenie wyników.

Gdy już ostatnie ekipy zakończyły trasę, trzon ZSRR przystąpił do ustalania klasyfikacji końcowej. Z pomocą długopisu, liczydła, kartki papieru w kratkę, wszystko w wersji elektronicznej, wpisali, policzyli, wyciągnęli średnią ważoną, pierwiastek i sinus, i czort wie co jeszcze, tak, że na koniec ustalili wyniki jubileuszowej szesnastej edycji Radu Felkowskiego. Ogłoszenie nastąpiło wieczorem, podczas uroczystego „balu” z okazji zakończenia Rajdu. Trzecie miejsce zajęli Świstak z Kubą na pokładzie na białym Uralu solo wraz ze Stachem i Braholem na Suzuki GSX-F. Drugie przypadło w udziale Włodkowi na Moto Guzi California ze Strzeniem na Kawasaki Drifter z Plecaczkiem. Rajd wygrali Pryzmat z Igą na nieśmiertelnej FJR`ze silver w zespole ze Złotym i Dominiką na Yamasze XJ6. Wszystkie trzy zwycięskie zespoły osiągnęły tę samą punktację, o kolejności zadecydował stan licznika, choć i tak nie oni przejechali najkrótszą trasę - 111km, ani najdłuższą – 157km. A potem tylko hulanki swawole, hejże ha, póki karczmy nie rozwalą… Tym razem zmęczeni trudami zawodów i emocjami sportowymi ostatni balangowicze opuścili plac boju niedługo po północy udając się na zasłużony odpoczynek.

Nieśpiesznie budził się niedzielny ranek. Tak gdzieś do późnego przedpołudnia wszystkich wygnał z domków głód, szybkie śniadanie, a potem już tylko pakowanie, pożegnania często dawno nie widzianych przyjaciół z odległych stron kraju. Na pewno spotkamy się za rok, w innym miejscu, na innej trasie z innymi punktami, będziemy walczyli o puchary w siedemnastym Rajdzie Felkowskim. Tylko żeby nam się ZSRR nie rozpadło, no chyba, że wróci Felek i zrobi porządek.

 

 

Galeria:

 

Tekst i zdjęcia Piotr „Pete” Antoszewski

Ostatnio zmieniany wtorek, 06 sierpień 2013 12:36

4drive - Tapicerki Skórzane

4drive - Tapicerki Skórzane

ul. Leonidasa 34a

02-239 Warszawa - Okęcie

e-mail: biuro@4drive.pl

tel: +48 532647740 

  Get Adobe Flash player

Najczęściej czytane:

Go to top